Logo www.stopquadom.pl
Rzecz jest o tym, co zobaczysz w Polsce zwłaszcza wschodniej gdy zrobisz się całkiem przezroczysta y ...
Kategorie: Wszystkie | kocham PKS | nadzieje | westchnienia ogólne | wioskowy głupek w odcinkach | wzburzenia
RSS
czwartek, 17 marca 2011
Niechybnie brakuje mnie tam

Niechybnie brakuje mnie - nie na piwie i nie w zaułkach. Ale w powietrzach, szuraniach liści, powiewach, przeciągach, zawirowaniach. Na wierzchołkach
i "u stóp".

Brakuje mnie na drogach i ścieżkach, na miedzach, traktach, rozmytych płajach. W błotach, piaskach, żwirach. We wsiach obszczekanych od krzyża do krzyża.
W lasach skrzypiących sosną, trzaskających na mrozie bukiem, rozkrzyczanych sójką, zapaćkanych mchem.

Brakuje mnie, choć im wszystkim mnie nie brakuje.

Z pewnością.

liscie

wtorek, 15 lutego 2011
Toczy się życie...

wazka

I tak turkus stanie się czerwienio-żółcio-zielenią. Pokarmowy łańcuch domknie jedno swe ogniwo.

Idę zjeść kanapkę. Czy była kiedyś złotym kłosem? Czy może wcześniej szarą grudką ziemi, która karmiła wątłą siewkę?

Wszystkich atomów wszechświata jest skończona ilość.

Oddychamy więc powietrzem, który napełniał nozdrza prazwierząt. Pijemy wodę, która być może była kiedyś kroplą uwięzioną w zimnych morzach północy, gdy zmiana klimatu wyparowała ją w atmosferę.

Zjadamy ciała przeszłych zdarzeń, ludzi, roślin...

Mieszkamy w skałach, które wyrzucił wulkan w wymiotnym odruchu, może gdzieś na drugim końcu świata.

Ciało największego nawet rasisty zawiera atom wypożyczony kiedyś na krótką chwilę przez rasy żółtą, czarną i białą. Mizogini zbudowani są z również z atomów przeszłych kobiet.

Reinkarnacja to nie religia - to atomowy recykling. Konieczność w świecie skończonej ilości cząstek powstałych 13,7 mld lat temu, gdy wielkie Bum posłało je we wszystkie strony tworzącego się wszechświata.

wtorek, 04 stycznia 2011
Uwaga, karmią nas

Jeśli nie obojętne jest Ci to, co jesz i jak to wygląda "od kuchni" - nie tylko Twojej - popatrz.

Chciałabym, by nie było to prawdziwe.

http://www.iplex.pl/vod/p2232-nakarmimy_swiat.html

I dlatego szacunek mam dla regresu, i w pogardzie mam nieokiełznany rozwój.

I dlatego idąc do super lub innego hiper zastanówmy się skąd się to wszystko tam, kurna, wzięło i ile jest spaliny w nawoskowanych, zielonych jabłuszkach i "mądrym wyborze" z pewnego sklepu, jak ogłosiły badania - "ulubionego dyskontu Polaków".

Naprawdę nie trzeba wielkiej wyobraźni.

"Mądry wybór" to by się zdało na targ udać i zasilić domowy budżet babuszki sprzedającej ze skrzynki niepiękne jabłka, kostropate gruszki i powykręcane marchewki.

Niestety natura wyposażyła nas we wzrokowy-węchowo-innozmysłowy mechanizm oceniający, czy coś nadaje się do jedzenia. I dlatego, to, co piękniutkie i błyszczące zdaje się nam zdrowe. A odrzuca nas na widok małych i niewydarzonych.

I tak się na nas zemściła ewolucja. Że ciągnie nas do trucizn...

środa, 08 grudnia 2010
I na cholerę było studiować ekonomię

-Trzeba też sobie jasno powiedzieć, że gdyby wszyscy ludzie na Ziemi chcieli żyć tak, jak np. my w Polsce, jak Ty i ja, to nasza biedna planeta by tego nie wytrzymała. Mimo to ciągle podstawową wartością jest wzrost gospodarczy i przekonanie, że kupowanie rzeczy jest świętym obywatelskim obowiązkiem, bo dzięki niemu budżet państwa ma więcej pieniędzy. Uważamy też, że należy pomagać biednym krajom, aby ludzie tam żyjący osiągnęli dobrobyt, czyli żeby żyli życiem podobnym do naszego. Ostatecznie sprowadza się to do ulegania nieokiełznanej konsumpcji. (Odkrywanie natury. Praktyka głębokiej ekologii - Ryszard Kulik) 

http://pracownia.org.pl/pliki/odkrywanie_natury_ryskulik.pdf)

Tak, ogarnął nas prawdziwy Szał uniesień rodem z Podkowińskiego. Pędzimy na tym koniu, gna nas własne nienasycenie. Po latach chudych przyznaliśmy sobie prawo do nurzania się w luksusach. Zalewa nas masa chińskiego pseudoszczęścia malowanego rączką dziecka, które o naszym luksusie marzy. Kupujemy, ustawiamy, wymieniamy na lepsze. Stare - buch na śmietnik, czyli tam skąd przybyło nasze szczęście. Z ojczyzny dziecka, którego rączka składała maleńkie plastikowe części w błyszczące nowe Blackberry.

Zarabiamy na nowe samobieżne pralki, nabłyszczające zmywarki, plazmy, mp6-tki i dolby-suroundy.

Ludzie mówią, że jeden szew na czas zaoszczędza dziewięciu, a wiec robią dzisiaj tysiąc szwów, żeby jutro nie zrobić dziewięciu. (Tao Kubusia Puchatka - Benjamin Hoff)

I tak sie toczy nasza codzienność. Ogólnie nie trendy jest mieć czas, i zupełnie nie w modzie jest mieć ten ludzki pęd do rozwoju zwyczajnie gdzieś... Chodzić, nie jeżdzić jak wariat. Robić na dziś, a nie na wczoraj. Nie myśleć o excelu w weekend, tylko włóczyć się po lesie.

O, to już grzech śmiertelny, żeby tak w sobotę nie czuć stresu.

wtorek, 30 listopada 2010
Chodźmy

Zapomnieliśmy jak chodzić. Dziwimy się tym, co jeszcze umieją. Stoimy w korkach klnąc i złorzecząc na nie odśnieżone drogi, nie posolone asfalty, wyślizgane koleiny.

chodzmy

Mamy za złe i nienormalne to, czym przyroda nas częstuje w każdy grudzień, styczeń, luty. Nasze piękne autka, wycackane niczym California dream grzęzną w hałdach "skandalicznego epicentrum" zimowego ataku. I znów powtarzamy frazesy o drogowcach. I znów psioczymy na drogówkę, pogodę, mróz, brak czarnych - "normalnych" jezdni. Tak, tak to wszystko nam się należy jak psu buda (z klimą). Mamy mieć czysto, sucho i pewnie. Ma lśnić i chodzić jak w zegarku. Tak, byśmy mogli w swoim coupe dotrzeć szybciorem przed plazmowy ekran i zatopić zęby w wyjętym z plastiku czipsie. Ulecieć w krainę gdzie rządzi ład i porządek autorstwa reżysera Spielberga, gdzie wszystko jest przecież "normalne" - nie to co u nas. U nas jest skandal i tragedia. Hujnia, koszmar i masakra.

Słowa się zdewaluowały, nie znaczą już to co zwykle. Nasza świeżo nabyta umiejętność przerysowywania wzięła się chyba z sitcomów, bo chyba nie z doświadczeń pokoleń. Jeszcze nie dawno dwugodzinna kolejka to był "pikuś". Autobus - jak wziął - to człek był szczęśliwy, a jak się maluch trafił na kartki to fuksiarz jakich mało.

Nie pamiętamy, nie umiemy pamiętać, czy nie chcemy?

Może zbyt dawno nie było już wojny. Ona porządkuje znaczenia słów.

czwartek, 14 października 2010
Zmęczeni

Nieprawdą jest przecież, że męczarnią jest stanie w korku o 15.30 w swoim brand-new-błyszczącym coupe. Nie jest też prawdą, że koszmar to ilość pracy wy-word-owanej i wy-excel-owanej w ciągu 8 zwykłych godzin. Coraz bardziej myli nam się znużenie, brak ekscytacji z cierpieniem - domeną ciała ale też i ducha. Ciała i ducha dręczonego bólem, niepokojem, chorobą i bóg jeden wie czym jeszcze.

Rozklejamy się nad sobą, użalamy, biadolimy. Ach, jakie to trendy jest być tak umęczonym korkiem w mieście, tabelką, raportem, zestawieniem. Tarzamy się w naszych nieszczęściach nie pamiętając, że w tej samej chwili, gdy zmiana świateł uwolni ze skrzyżowania dziesięciu nieszczęśników w klimatyzowanych blaszakach, kilka kobiet w Kongu zostanie właśnie w bestialski sposób zgwałconych.

Nie chcemy tego słuchać, to zbyt przygnebiające, wstrętne, poza tym to przecież "kwestia kobieca", a nie "prawa człowieka".

Tak, dysydenci mają jeszcze jakieś szanse na współczucie i reakcję tzw. cywilizowanego świata, ale kobiety, no cóż taki ich los. Były, są i będą, no właśnie czym?

Kim jestem, czym jestem, kim będę, kim byłabym? Gdyby w kaprysie chwili bóg spłodził mnie na Czarnym Lądzie?

czwartek, 22 lipca 2010
Cukrowy burak

Kiedyś buractwo pachniało biedą, wszawicą, łachmanem. Z daleka woniało prostakiem. Wyzierało zza prostej, nieogolonej, czasem też bezzębnej twarzy. Miało swoje korzenie w wychowaniu ulicy, sieroctwie lub czasem zwykłej złośliwości losu.

Zawsze jednak było nękane, pogardzane, traktowane z odrazą i wstrętem. Nikt buractwem zachwycać się nie śmiał. Dziś rzeklibyśmy było passe.

Dlaczego więc dziś, z buraka robi się lukrowane ciasteczko, a samo buractwo jakże często pachnie bogactwem i adidasem? Wygalantowani w cool-spodenki, w markowym podkoszulku, ludzie ci wabią nasze powonienia wodą kolońską "cukrowy burak"?

Dlaczego gdy popatrzymy na ich pięknie ogolone twarze, śliczne uzębienia, nowiutkie buty i plecaki mamy ochotę ich nigdy już więcej nie oglądać? Dlaczego z ich ust leje się rynsztok, choć chowała ich nie ulica, ale matka-polka i ojciec-polak? Oboje katolicy.

Dlaczego kosz na śmieci, kiedyś oznaka postępu stał się przedmiotem pogardy, a w miejsce niego pojawia się dziś przydrożny rów zapełniany puszkami  kofeinowego Super-power-hiper-active pobudzacza? Jak to się stało, że na super topie jest pogardzać ciszą, a w jej miejsce włączyć na full brzęczącą mp3kę?

 

Żyję w buraczanym miejscu. Mimo niedawno zamkniętej, ostatniej w okolicy cukrowni, cukrowy burak ma tu się świetnie. Rozplenia się niczym chwast. Oprysków zabrakło.

Chyba więc wolę pastewne.

piątek, 29 stycznia 2010
Podanie

Do wszystkich Wysoko Postawionych, Namaszczonych i Szczerze Oddanych Swej Pracy,

Aby zechcieli, w swym słusznym i sprawiedliwym zapędzie zamiany naszego analogowego kraju w digitalną cud-ojczyznę, wziąć pod rozwagę sensowność brukowania każdego skrawka zieloności, strzyżenia po 10 razy na sezon spalonej słońcem do cna trawy a w niedalekiej przyszłości być może i asfaltowania miedz. Ja wiem, że kto "zastaje drewniane a zostawia murowane" sławion będzie na wieki wieków. Wiem, wszystko to rozumiem. Są pieniądze to się robi.

Ale proszę, jako orędownik regresu -pozwólcie zarosnąć nieuprawianym polom, może wyrosną na nim uznane za wymarłe polskie rośliny. Pozwólcie odrosnąć trawie zanim regulaminowe - 9 już w grafiku - koszenie wypleni ją do szczętu. Niech w końcu w tym kraju kwitną pospolicie chabry, maki i kąkole. Niech nie znikają nieużytki pod obstrzałem unijnych dopłat. Nie każde drzewo z lasu musi od razu być zabrane. Skąd się nam wziął tak nagle ten pruski dryl?

A Park Ludowy w Najwiekszym Mieście wschodniej Polski niech się doczeka w końcu śmieciobrania. Bo koszony to jest wzorowo.

No i tyle i aż tyle.

czwartek, 14 stycznia 2010
O słowie pisanym

- Patrz Tato, patrz...

- No co tam?

- No Internet, Tato.

- ?

- No tu się takie umieszcza przydatne opisy, np. jak dojechać w ukraińskie Karpaty albo inne rzeczy...

- A ktoś to sprawdza, czy to prawda?

- No nie... No ale można poczytać, tu i tam, fajne jest mówię Ci, popatrz.

- Jak nie sprawdzone, to po co to komu?

No właśnie, po co?

Czy kiedyś przyszło mi do głowy, że słowo pisane ZNACZYŁO. A może brak papieru, tego namacalnego nośnika informacji mierzonego nie w kB lecz po staremu w kg, już mnie uwolnił od dręczącego jeszcze niedawno wyrzutu sumienia, że jak napiszę to jednak zostanie. Ktoś przeczyta, wystawiłem sobie cenzurkę.

W karpackiej puszczy w Gorganach, ktoś naskrobał na przydrożnej tablicy:

Gdy wyrzucasz śmieć do lasu podpisz go - zostawiasz swój ślad na tysiące lat.

środa, 13 stycznia 2010
O kolorach

Cóż,  kiedyś była synteza...

By powstał zielony mech musiał zdarzyć się big bang, a miliony lat ewolucji dały w końcu oko zdolne postrzec go jako zieleń. Tak było do niedawna. Wszyscy chcieli coś tworzyć: syntezować sztuczne złoto, kamień filozoficzny, panaceum. A dziś proszę kolor zielony to po prostu 3 miliardy kwadracikow w symbolice #008000. Dowolny pejzaż złożony z fotosyntetycznej udręki ewolucji, mitozy, mejozy, górotworu w 3 sekundy rozkładamy dziś na 1656KB schematu dowolnych kwadracikow o nazwach wprost z  tabeli kolorów html.

mech

Nie mówimy już słońce - tylko #FFD700, a efemeryczne maki w czerwcowy upalny dzień to dzisiaj proste #FF0000. Porzucilismy żądzę syntezy, króluje analiza w swej najbardziej prymitywnej z form - uproszczeniu. Nawet najbardziej skomplikowane wklęsłościo-wypukłości liścia na ekranie tracą swą miłą w dotyku miękkość i okazują się tylko zbiorem kanciastych jednobarwnych kwadracików zwanych #cośtam.

Smutek, nie ma co...


wtorek, 12 stycznia 2010
Tym się karmię:

Te zza firanki wyglądające, spod zeschłej zwykłej okiennej pelargonii...
Te rzucane z ukosa, podparte grabiami na sztorc - przy płocie...
I te najlepsze: prościutko spod sklepu - synchroniczne, nigdy nie pojedyncze i zawsze po głębszych..
SPOJRZENIA...