Logo www.stopquadom.pl
Rzecz jest o tym, co zobaczysz w Polsce zwłaszcza wschodniej gdy zrobisz się całkiem przezroczysta y ...
Kategorie: Wszystkie | kocham PKS | nadzieje | westchnienia ogólne | wioskowy głupek w odcinkach | wzburzenia
RSS
czwartek, 06 grudnia 2012
Wioskowy głupek odc. 19

Mgłowce i szarugi

No bo gdzie jest powiedziane, że Roztocze można tylko w słońcu i upale?

Wręcz przeciwnie, można i jak najbardziej trzeba również we mgle. W każdy razie nie przejęliśmy się prognozami i ruszyliśmy z zielonym M-2 made by Marabut prościutko w Roztocze - a, co tam.

Trza wypocząć (psychicznie) - (co jak wiadomo, zawsze zwiastuje bolące nogi).

Jedziemy choćby po to, by zobaczyć takie maleństwo:

malenstwo

 Zjedliśmy sobie przy nim chlebek z serem i cebulą.

Albo takie raczej dorosłe już cudeńko:

zwirek

A przy tym niczego nie zjedliśmy, bo skupiliśmy się na szukaniu Żwirka.

Powłóczyliśmy się po tym Roztoczu Zachodnim, potem Puszczy Solskiej:

zachodnie

Daliśmy się nadgryźć mgłowcom i szarugom, a potem zaczęliśmy szukać poletka aronii na nocleg. Niestety żadne nie wydało nam się odpowiednio maskujące, więc przystaliśmy na poletko sosen-podlotków, maskujących nas nader skrzętnie.

A w nocy szalały ławice gwiazd nad namiotem, przeleciało z 10 składów pociągowych kanionem w Szozdach, pomknęły na zachód żurawie w liczbie bardzo mnogiej, zawyły dzikie zwierza i zaskrzypiały sosny. Spytałam z 10 razy "co to?" a obok mruknęło "nic", ale nie zawsze, więc nie wiem ile razy. Ze dwa razy było gramolenie się z ciepłego M-2 na siku prościutko w szczerzącą kły ciemność. (ale pójdziesz ze mną, prawda? Albo chociaż poświeć, pliz... - namiot odmruczał coś obojętnie, ale wzioł i łoświecił). A nad ranem jak wiadomo trzęsawka zimnicowa i tęsknota za kołdereczką, ale z braku tejże, ręcznik się nadał wyśmienicie. (I tu namiot zagderał - a nie mówiłem o drugim polarku?... ble, ble mówiłeś i co z tego? Ni ma to ni ma, gałęzią się nie okryję, przecież.)

Świt nie rozpieścił nas słonecznym błyskiem, ale na Hołdę i tak się wdrapaliśmy. Ten i owen strzelił mglistą panoramę (bo musiał, wiadomo) i poczłapaliśmy w stronę Zwierzyńca.

sochy

A na koniec bus na szynach dowlókł nas dodoma.

A słońce w poniedziałki, wtorki i środy to niech się schowa ze wstydu. Jak się mu w weekend świecić nie chce...

czwartek, 01 marca 2012
Wioskowy głupek odc. 18

Oh, yeah...

Wiosna nad Wisłą już się przeciąga, ziewa i przeciera oczy.

Dowód nr 1:

przebiśnieg25022012

spotkany w okolicach Bochotnicy koło Kazimierza Dolnego, najwcześniej wiosennej chyba części Lubelszczyzny.

Dowód nr 2:

przebiśnieg25022012a

Widać już niecierpliwość w pąkach? Ja widzę. Wąwoziane drogi zmieniły się w lawy błotne - znak, że lód już pęka. Pękną więc i pąki przebiśniegów.

A teraz absolutny hicior przodownictwa pracy:

przylaszczka1

A wszystko to z takim widokiem na Wisłę:

parchatka

Całość zdjęta 25/02/2012 w wiatru wyciu i załzawionych oczach.

Kazimierskie krajobrazy - najpiękniejsze w czas odludny, czyli nieatrakcyjny dla wyrobionych gustów. Dla gustów mniej wybrednych, rzec by można plebejskich, lutowo-marcowe błotka w wąwozach mają swoisty estetyzm i poetykę przetrwania jak by rzekł pewien Poniedzielski - układacz wierszy.

Nam błotna poetyka przetrwania bliższa jest niż poetyka letnich krajobrazów - wolimy ascetyzm od baroku. Dlatego też rozkoszujemy się błotnistą breją z kiełkującym łanem ziarnopłonu, i paradujemy po Bochotnicach uwalani po kolana.

A wójty, prezesy i inne łapczywe zaokienne oczyska śmigają po naszych cieniach zdziwione.

sobota, 11 lutego 2012
Wioskowy głupek odc. 17

Laski, piaski i karaski...

Tak mieszkańcy Polesia pogardliwie nazywają swą krainę. A my dziś z okazji -18 stopni z tej krainy skorzystaliśmy:

Najpierw deptaliśmy łosiowi po pietach. Okropnie się wiercił i sam nie wiedział dokąd pójść. Całą ścieżkę upstrzył na łosiowo. A nawet wlazł na zamarznięty staw Duża Zośka. No po prostu...

los

Potem oglądaliśmy te laski, stąpaliśmy po piaskowej grobli, a karaski pod lodem plum, plum.

ppn2

ppn1

Po dokładnym obejściu ścieżki Perehod i liźnięciu jeziora Łukie popatrzyliśmy w zachwycie na gilowe stadko w tej tonacji:

gil1

Warto było pomarznąć.

Polesie jest bardzo nostalgiczne. To kraina dla tych, co się tam urodzili. Ja się mogę pozachwycać, ale żyć tam bym nie dała rady. Myśli się tam bagnią i torfieją. Wszystko mokre - mchy, torfowce, plumkająca spleja i zawodzenie żurawi też wilgotne jakieś, choć przepiękne.

Jest taki rodzaj piękna, które chce się oglądać, ale które stanąwszy się codziennością nastraja do rozpamiętywania przeszłości.

Tak więc przepisujemy sobie Polesie na receptach, po konsultacjach z wewnętrznym głosem, który podpowiada kiedy, ile i w jakich dawkach.

poniedziałek, 30 stycznia 2012
Wioskowy głupek odc. 16

Przytrafiło się Roztocze. Było jakby troszkę zimno - tak myśleli głównie ci, którzy siedzieli w domu. Momentami było gorąco, serio. Zwłaszcza pod górę.

Pohasaliśmy wzdłuż granica PL-UA, popatrzyliśmy wokoło, częściej pod nogi. Obszczekały nas psy, niektóre nawet bardziej. Wyrakietowaliśmy kilometry śniegu, i pogrzaliśmy się przy kominku w Nowinach.

prusie

Cerkiew w Prusiu

Moczary

A na wzgórzu już UA - Widok z okolic Moczarów

skamieniale

Siedliska - skamieniały pień mioceńskiego drzewa

brzezinska

Na Brzezińskiej Górze

brzezinska1

Kamienna Góra z Brzezińskiej Góry

bukowa

Na Bukowej Górze

bukowa1

Widok na Sochy z Bukowej Góry

czwartek, 12 stycznia 2012
Wioskowy głupek odc. 15

Powariowali

Dawno, dawno temu... (konkretnie 12 dni temu czyli 31/12/2011), za siedmioma górami... (czytaj jedną Szabałową Górą -280 m n.p.m.), za siedmioma rzekami... (można od biedy policzyć Radomirkę), był sobie...

las pełen dziwów.

Nie licząc śmiecia bez liku (do tego już przywykliśmy), zdarzało się tu i drzewo zwane grabiną. Była i olszyna i dąb, choć rzadko.

Wszystko po bożemu rodziło się i umierało. Pączkowało, kwitło, więdło, schło, opadało i ad nawa. Miało swoje miejsce i swój czas.

Ale na odejście starego roku las pełen dziwów napiął mięśnie, nadął się okrutnie i wycelował prosto w nasze oczy takie cóś:

zawilec

No i niech mi nikt nie wmawia, że ten las to jakieś tam byle co.

poniedziałek, 16 maja 2011
Wioskowy głupek odc.14

Może i Polska B, ale za to B-ardzo tu pięknie...

Tym razem wzięliśmy na ząb Chełmszczyznę.

Na początku było kwietnie - czysta kraina łagodności.

obuwik

Potem mikst z grzybami - podobno nawet jadalne (ciekawe ile razy?). Oczywiście tylko część grzybna.

smardz

Na koniec florystyczno-faunistycznie. Zdajsię, że owadzisko padło ofiarą nieodpartego kukawkowego wdzięku i dokończyło swego żywota na storczyku, zresztą nieowadożernym. Myślę, że owad esteta chciał skończyć w ładnym miejscu...

kukawka

Dokończyliśmy Morzem Białym, czyli zawilcem wielkokwiatowym w liczbie mnogiej (nawet bardzo mnogiej):

zawilce

Wot, Chełmszczyzna. Niby wschód a jaki piękny. Chowajcie się zachody...

niedziela, 13 marca 2011
Wioskowy głupek odc. 13

Zawąwozieni

Poczuliśmy ochotę znów się zawąwozić. A co.. Możemy, wszak Lubelszczyzna wąwozem stoi i to jakim!

Tak więc w przeciągu tygodnia odwiedziliśmy trzy strefy zawąwozienia: Kazimierski PK, Skierbieszowski PK i dziś Szczebrzeszyński PK.

Jak ktoś lubi statystyki to proszę: gęstość zawąwozienia najwyższa jest dla Kazimierskiego PK (11 km/km2), potem Szczebrzeszyński (nawet do 9 km/km2), Skierbieszowski też jest zawąwoziony, ale rzadziej.


Wiosna budzi się w tym roku nie jak niedzwiedź leniwa, ale zrywa się do życia jak moja babcia po drzemce:) Skacze, bzyka i trzepocze skrzydełkami. Motyli się na żółto, świergoczo na skowronkowo i puszy niczym głowa raniuszka.

Do rzeczy... Wiosna nr 1. Tuż na skraju wąwozu, zupełnie bez ekwipunku alpejskiego, rosła sobie ta pięknota.

przylaszczka

A potem się zupełnie zaskoczyliśmy miodunką.

miodunka

A potem znaleźliśmy czyjąś rękawiczkę. Zimowa, porządne cacko, nie jakiś chiński badziew -  wersja japońska z sensorami:)

rekawica

No tu - to już nastąpiło absolutne szaleństwo i łzy w oczach...

przebiśneg

przebiśnieg

przebiśnieg

 

Niech to trwa, niech to trwa (jak mówi taki jeden kabaret Mumio)...

niedziela, 06 marca 2011
Wioskowy głupek odc. 12

Wiosna, ech że Ty...

Zaczęło się od treli-moreli.

Bo i ptica była lekko morelowa. Siedziała na drzewku na bezczela i trenowała śpiew. Oj nie był to Pavarotti ani inny Bocelli, ale trzeba mu oddać - starał się.

Były to raczej gamy niż pełne arie, ale nie wybrzydzaliśmy...

gil

bo za chwilę ujrzeliśmy takiego słodziaka...

przebiśnieg

A potem biel ustąpiła miejsca czerwieni. Czarka czarowała. Zrobiło się krwiście...

czarka

a potem znów zielono i brązowo,

kubek

aż ujrzeliśmy fiolet przylaszczki - nieśmiałej panienki.

przylaszczka

I wrócilismy do bieli. Na koniec.

przebiśnieg1

Wszędzie wiało jak ta-la-la, ale nie tu - w wąwozach Kazimierskiego PK.

 

środa, 02 marca 2011
Wioskowy głupek odc. 11

Pojechało się na Pogórze Przemyskie...

 

Się pojechało, i się wróciło.

Napatrzyło, nawdychało, nasłuchało...

I co by nie powiedzieć - lekko zmarzło.

Warto było a jakże, nawet dwa razy "a jakże", jako że dni było 2.

Była taka sobie końska grzywa, na ten przykład:

grzywa

I pod grzywą to się nawet drzemało lekko... Dopóki lekko coś nie odmarzło i się wstało nieco żwawiej, niż czas pod grzywą chciałby biec.

podgrzywa

A potem się jeszcze ino San zobaczyło, bo bez niego to by się wyprawa anulowała sama.

Zmrożony był porządnie.

Ale walczył.

san

A z zimy albo i jesieni zostało w tej pogórskiej naturze takie dziwo, którego nawet Uczone Ludzie:) nie mogą rozpoznać nie mówiąc już o ludkach zwykłych, pokroju niejakiego G. Wioskowego.

dziwo

Się podziczyło, się pobrochało.

Się tęskni.

sobota, 12 lutego 2011
Wioskowy głupek odc. 10

Tym razem było faunistycznie. Z racji zimy, wiatru i zimna. Było piękne niebo, zachęcało do spaceru. Tym razem trafiła się Wyniosłość Giełczewska.

pw

A potem nagle nastąpiły te trzy cuda...

losie1

A potem cudo numer 4.

losie2

Byliśmy pod wiatr, więc mieliśmy szansę na spotkanie. Krótkie zresztą, ale dla zdjęcia wystarczyło. Później się rozeszliśmy. One wywiodły nas w pole, a my je w las.

Na koniec uraczyliśmy się jeszcze sarenką.

sarna

środa, 09 lutego 2011
Wioskowy głupek odc. 9

Potwór beskidzko-niski (Monster carpathianus)

Widziałam zjawę....

Brry...

Miała wielkie o-czyy...

A właściwie tylko jedno i była starym bukiem.

potwor1

Potem stwierdziłam, że może bierze udział w sztafecie olimpijskiej, niosąc legendarne światło...

potwor2

A potem się napiłam, najadłam, przetarłam zamglone oczy, rozejrzałam dookoła i wszędzie zobaczyłam taki las:

las

I zabrałam się ochoczo za zakładanie porządnego śladu, bo sarniane, dzicze i jeleniane były jak na mój matematyczny umysł troszkę zbyt chaotyczne... (mimo zachęcającego początku - jak na zdjęciu).

czwartek, 03 lutego 2011
Wioskowy głupek odc.8

Skusiła nas Bystrzyca. Pogardzana i wyszydzana przez mieszkańców miasta jako "taki sobie ściek" w okolicach Piotrowic zauroczyła nas. Podziczylismy wzdłuż niej troszkę. Choć blisko jezdni i ogólnie lasu jak na lekarstwo, było miło i przytulnie.

bystrzyca

Był nawet dzięcioł zielony szukający bóg wie czego w zamarzniętej zdawałoby się ziemi, no i trzy czaple (jedna unikała fotografa). Oprócz tego ptasi drozbiazg, podmoknięta dolina Bystrzycy i my wałęsający się w niej.

czaple

poniedziałek, 03 stycznia 2011
Wioskowy głupek odc.7

Pańska dolina

panska

Do buka tęsknię, nic tak jak buk mnie nie nakręca. Nic mnie tak nie koi jednocześnie.

Buk jest zimą stalowy, ma na korze rany niczym cięte nożem, rodzi się już stary. Patrzę na ten buk i w oczach widzę już najpiękniejsze zielone, młode, bukowe liście, wypuszczane bezczelnie każdej wiosny.

Do buka chce mi się przytulać, śmieszne - prawda? Nic jednak na to nie poradzę, że moje myśli synchronizuje ten wytwór natury, a nie żaden inny. No, może jeszcze jodła. Często razem z bukiem.

Czekam na łany zawilców, kokoryczek, złoci. Czekam na wawrzynka, kaczeńce, i żywce, choć tego ostatniego podobno w Pańskiej nie ma.

Bóg wie dlaczego... A może nie Bóg to wie, ale buk?


W Pańskiej Dolinie koło Wierzby pod Zamościem. Niedaleko, ale tak górsko.

czwartek, 14 października 2010
Wioskowy głupek odc. 6

skierbieszowski

Spóźniliśmy się jakieś 20 metrów w poziomie i minutę czwartego wymiaru. Zabalangowaliśmy za długo w domu, czy tez może kursowy Kłodzko-Tomaszów postanowił tym razem opuścic świdnickie krzyżówki nieco wcześniej. Nie wiemy.

Dość, że na zaplanowane krasnobrodzkie wzgórza nie dotarliśmy. Tylko co tu robić na krzyżówce o 7.10, do domu wstyd wracać. Łapiemy więc "pierwsze wolne", dziś jest to Krasnystaw. Docieramy do rozruszanego juz handlową sobotą miasteczka i z powodu braku planu, mapy i celu, łapiemy kolejne "pierwsze wolne", jak się okazuje Kraśniczyn w Skierbieszowskim PK. Dobra nasza, kierunek słuszny, busik tani, tłoku brak. Pachnie Ukrainą i tylko potoczysta mowa polska płynąca wartką strugą z ust śmiałej pasażerki z rzędu nr 1 przypomina nam jako żywo, iż jesteśmy w Polszy, wprawdzie wschodniej, ale jednak wciąż ojczyźnie.

Pani silnie ekscytuje się wszystkim, co tylko na myśl jej przyjdzie polując niczym sęp na zlęknione ofiary, wysiadające jedna po drugiej na trasie. W końcu i ona opuszcza pojazd w towarzystiwe licznych pakunków i toreb. Na koniec jeszcze nas doleci : "no i energia zdrożała, pani tyle płacić?" Zostajemy sami.

Kraśniczyn wita nas malowaną ręcznie tablicą z podobizną zajazdu, zdaje się historycznego. Szukamy mapy, ale z map to tu mają malowanki dla dzieci, długopisy i cebulę.

Na CPNie mapa 1:200000 ledwie notuje naszą pozycję na papierze.

Robimy więc to wyjście po swojemu. Będzie kompas i kierunek południowo-zachodni. Słuszny na tyle, by dotrzeć na szosę Zamość-Lublin. A w międzyczasie będzie duuużo lasu - bukowego, pięknego, pachnącego, szurającego pod butem. Będzie i sen na łące i niepewność drogi, i słodkie drogi na chybił-trafił. I panoramki.

Cały ten jesienny kram.

Prosto, na azymut, bez mapy i planu. Tak spędziliśmy ten dzień. Frajda była, a jakże..

Cały wschód.

poniedziałek, 20 września 2010
Wioskowy głupek odc. 5

Na wschodzie

Pogranicze to urwisko. Skarpa wysoko przewieszona nad drugą stroną grubej kreski, znaczącej granice na mapach świata.

Z oczywistych względów pogranicze to jednak wciąż mitologia agresji i walki.

Wyraźna linia biegnąca na mapie, wyraźnie dzieli tu wszystkich na "tych" i "tamtych". Co drugi przodek człowieka "stąd" ma krew na rękach co drugiego przodka człowieka "stamtąd".

Krew tu jest lepka, częsta, rzadko krzepnie. Lubi się lać.

A linia granicy tak często płynna, chwiejna, swą kapryśnością dowodzi tylko jednego: spokój to czas bezruchu, zebrania sił przed kolejnym czasem walki. Cisza jest złudna, bo za chwilę przecież, pogranicze obudzi swe upiory i zamieni człowieka zza miedzy w nic nieznaczącą kupę białka. Nie wartą spojrzenia plątaninę tkanek. Jego dom stanie się stadkiem trocin i gruzu.

Mimo całej swej gwałtowności pogranicze jest dobre na wątpliwości i troski. Gruba krecha nadal działa. Tnie jak lekarstwo ból i zgiełk myśli. Oddziela myśli "plewy" od myśli "ziarno".

Na wahania i niepewności - przyjedź raz w miesiącu

Na melancholie i lęki - koniecznie co tydzień.

wtorek, 27 lipca 2010
Wioskowy głupek odc. 4

Jasna strona mocy

kukawka dwulistnik

Storczyk kukawka                                   Dwulistnik muszy

Dobrze, że jeszcze mogę na nie patrzeć.

Że beton czasem kruszeje. Że zaczęte "wielkie inwestycje" bywają jeszcze porzucane i dają się zarastać. Że są jeszcze drogi ze znakiem "koniec nawierzchni". Że śliczne chodniki zmywa nagła burza. Że jest jeszcze błoto, piach i poszarpanie. Ten cały potrzebny pierwotny "bajzel", z którego może powstać ugór i nieużytek. Ten trzeci kwadracik trójpolówki.

Że są dziury na drodze, w których wyrasta trawa i oset. Że są jeszcze chwasty, że mech zarasta stare mury. Że krnąbrna, "zła" rzeka jeszcze wylewa poza swe koryto.

Żyję tylko po to, by to widzieć. Cała reszta jest tylko drogą do tych "że".

Chropowatość tej planety, niezawodność fotosyntezy, małe doskonałości i nie-doskonałości liścia, naiwność trzmieli zapylających oszukańcze storczykowe kwiaty...

Dobrze, że nie wszystko jeszcze zależy dziś od ludzi.

środa, 10 lutego 2010
Wioskowy głupek odc. 3

Kocham PKS cd.

Od niedzieli znów pałam do PKS - miłością trudną, lecz wierną. No bo jestem sobie w takim mieście na wschodzie, gdzie bilety sprzedaje się po ludzku: nie z góry lecz z dołu. Nie ze szlachetności bynajmniej, i wierności idei uczciwej zapłaty za usługę "po" a nie "przed". Powód tej niecodzienności jest prosty. ZAWIAŁO. Jest zima - zawiało. Nie wiadomo, czy dotrzemy, no więc nie sprzedajemy biletów na trasę "Krasnystaw - Zawiało".

Czyli gdzieś jeszcze jest to życie pogodzone, to życie nie na siłę. Życie z odchyleniem standardowym planu. Jak ja kocham tę siłę regresu, to figlarne "1 krok w przód, 2 kroki w tył". Zawiało - no więc w kąt cywilizacyjny postęp i blichtr. Odkładamy na chwilę pęd i pośpiech. Dojedziemy jak się uda. Dojedziemy, gdzie się da. Resztę złoimy z buta, albo wstąpimy do sklepu na przeczekanie. Pogadamy ze sprzedawczynią, może kupimy batonik. Rozłożymy mapę i wykręcimy na poczekaniu całkiem nową, świeżutką marszrutę. Odkurzymy nieużywane zmysły orientacji, siłę fizyczną i samozaparcie. I znów bedziemy umieć sobie radzić, gdy cywilizacja da ciała w starciu z "Zawiało".

Podobno kiedyś przegramy naszą erę, jak przegrały wymarłe przed nami organizmy. Podobno przyczyną będzie postęp i nasza od niego zależność. Podobno nic się nie da w tej sprawie zrobić. Zabrnęliśmy. Uzależniliśmy się od ułatwień i w ten sposób nasze ciała tracą zdobycze ewolucji. Kiedyś nie gubilismy się na prerii, teraz z GPSem do domu trafić trudno.

Jak dobrze, że jeszcze czasem ZAWIEWA.

 

piątek, 29 stycznia 2010
Wioskowy głupek odc. 2

No i poczułam to znowu. Jest, nie umarł. Był i jest. Uff... Strach przed przyrodą. Coś o czym zapominam ciągle i wciąż - zaplątana w kabelki, excele, liczby dziennika. Strach pierwszy - najpierwszy. Strach o własne ciało. Niestety dawno już zastąpiłam go stresem zwanym "urząd skarbowy", "spóźnienie do pracy", "pomyłka w formularzu". Reakcja "walcz lub uciekaj" wzięła nogi za pas. Na jej miejsce weszły skurcze w gardle, kłucia w brzuchu itp. Cały zespół badziewiastych, strachopodobnych zabójców psyche. Podstępnej, pseudokomfortowej wykańczalni chęci do życia, co mi zatarła hierarchię strachów.

Wąwóz Wodny Dół

Ale dzisiaj znowu czuje ten najpierwszy - bo to przede mną właśnie biegnie sobie stadko uzbrojonych w kły, ponad dwudziestu paru dzików. Nie to, że w celu konsumpcji. I nie to, że akurat mnie. Ale jednak jest ten strach, to pierwsze "walcz lub uciekaj". I już skręcam w inną stronę i na szczęście dziki mają krótkie nóżki, a śnieg jest głęboki. Jesteśmy bowiem w wąwozie "Wodny Dół" pod Krasnymstawem. Jak prawie każdy wąwóz tak i ten miejscowi zwą "piekiełkiem".

Rozchodzimy się każde w swoją stronę.

czwartek, 14 stycznia 2010
Wioskowy głupek odc. 1

 

Wchodzimy do Chmiela. Jest jak zwykle, pusto - niedziela wszakże. Zalane rosołem brzuchy przykuły wszystkich do najnowszego odcinka Złotopolskich. Idziemy prosto asfaltem, przepisową lewą jednak stroną.

Idziemy do domu - przed nami jeszcze z 10 kilometrów, za nami 18. Pada właśnie pierwszy zimowy śnieg. Dziś wzbudzamy sensację leniwą, ledwo zauważalną, właściwie nie obchodzimy tu nikogo. Jedynie psy wiedzą, że tu jesteśmy. Jesteśmy jak one - węszymy tak samo... Obwąchuję więc każde nowe napotkane gospodarstwo, każdą mijaną miedzę. Patrzę, udając przezroczystą, choć przecież każdy może mnie spostrzec - zdradzą mnie psy. Nie pachnę tym miejscem. Jestem wioskowym głupkiem stamtąd - nie stąd.

sachalin

No i jest on - jedyny obserwator. Ślad jego roweru dogania nas zygzakiem. Cóż, trzeźwi przecież przed telewizorem. Dopada nas, jedyną atrakcję w sennej wsi, na opłotkach Krzczonowskiego Parku Krajobrazowego - tej ostoi lubelskiego folkloru.

Dokąd to mistrzowie?

Do domu.

A gdzie ten dom?

W Świdniku.

Aaaa, do Świdnika... - następuje przemądrzałe zawieszenie głosu - jak do Świdnika, to ja bym se skrócił ło tak →


I tak se "ło tak" skracamy, po ścierniskach w płatkach śniegu, udając zabłąkaną na polu zwierzynę płową... Co za ulga nie czując się wandalem móc złoić pejzaż na wprost. Tak jak palcem po mapie, założyć świeży ślad na śniegu najkrótszą drogą do domu.


Odkąd spadł śnieg wszystkie nasze drogi prowadzą "ło tak".