Logo www.stopquadom.pl
Rzecz jest o tym, co zobaczysz w Polsce zwłaszcza wschodniej gdy zrobisz się całkiem przezroczysta y ...
poniedziałek, 17 stycznia 2011
Kłócą się o monopol, a lasów coraz mniej.

Staram się, ale jako żywo, pojąć nie mogę do jakich paradoksów może jeszcze nas doprowadzić taka stara prawda "Polak potrafi".

Przesyłka. Po taniości, za 1 zł. Podejrzanie mało. Znaczek jakiś taki naklejkowy, nie-lizany. Ważę w dłoni, jakiesik ciężkie. Ze środka wypada list "miłosny" z banku - wyciąg bankowy.

Ale wypada też jeszcze takie coś:

inpost

http://www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/biznes/inpost-atakuje--czy-paczkomaty-wykoncza-poczte-polska,64493,1

Co to kurna jest?

Teraz już wiem. Antymonopolowy dopełniacz masy. Tak, tak narodowy operator pocztowy czy jak tam go zwą zagwarantował sobie monopol do pewnej wagi, więc go macherzy podeszli z tyłu i dokładają to i owo. Są i blaszki i kalendarzyki, mi się dostał notesik. Nieporęczny nieco i niezamawiany. Ale waga jest. Klient zadowolony, bo mniej zapłacił za przesyłkę. Ino monopolista płacze i skamle.

A lasy fru fru, jedna sosenka po drugiej, kładą się do snu wiecznego.

Nie ma co. Biznes jak się patrzy.

19:48, wioskowyglupek , wzburzenia
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 04 stycznia 2011
Uwaga, karmią nas

Jeśli nie obojętne jest Ci to, co jesz i jak to wygląda "od kuchni" - nie tylko Twojej - popatrz.

Chciałabym, by nie było to prawdziwe.

http://www.iplex.pl/vod/p2232-nakarmimy_swiat.html

I dlatego szacunek mam dla regresu, i w pogardzie mam nieokiełznany rozwój.

I dlatego idąc do super lub innego hiper zastanówmy się skąd się to wszystko tam, kurna, wzięło i ile jest spaliny w nawoskowanych, zielonych jabłuszkach i "mądrym wyborze" z pewnego sklepu, jak ogłosiły badania - "ulubionego dyskontu Polaków".

Naprawdę nie trzeba wielkiej wyobraźni.

"Mądry wybór" to by się zdało na targ udać i zasilić domowy budżet babuszki sprzedającej ze skrzynki niepiękne jabłka, kostropate gruszki i powykręcane marchewki.

Niestety natura wyposażyła nas we wzrokowy-węchowo-innozmysłowy mechanizm oceniający, czy coś nadaje się do jedzenia. I dlatego, to, co piękniutkie i błyszczące zdaje się nam zdrowe. A odrzuca nas na widok małych i niewydarzonych.

I tak się na nas zemściła ewolucja. Że ciągnie nas do trucizn...

poniedziałek, 03 stycznia 2011
Wioskowy głupek odc.7

Pańska dolina

panska

Do buka tęsknię, nic tak jak buk mnie nie nakręca. Nic mnie tak nie koi jednocześnie.

Buk jest zimą stalowy, ma na korze rany niczym cięte nożem, rodzi się już stary. Patrzę na ten buk i w oczach widzę już najpiękniejsze zielone, młode, bukowe liście, wypuszczane bezczelnie każdej wiosny.

Do buka chce mi się przytulać, śmieszne - prawda? Nic jednak na to nie poradzę, że moje myśli synchronizuje ten wytwór natury, a nie żaden inny. No, może jeszcze jodła. Często razem z bukiem.

Czekam na łany zawilców, kokoryczek, złoci. Czekam na wawrzynka, kaczeńce, i żywce, choć tego ostatniego podobno w Pańskiej nie ma.

Bóg wie dlaczego... A może nie Bóg to wie, ale buk?


W Pańskiej Dolinie koło Wierzby pod Zamościem. Niedaleko, ale tak górsko.

Baaardzo przekonujące

Link do niosącego nadzieję nagrania (english). Temat - "stawanie się społeczeństwem empatycznym", w rozumieniu empatycznym coraz szerzej.

Jak dla mnie pocieszenie dla tych, co stracili już nadzieję, że jednak w naszym rozwoju może tkwić coś pozytywnego. Dodatkowo, ukłon w stronę miłośników związków przyczynowo-skutkowych, wywodów z tezą i argumentami, a do tego wszystko w formie komiksu rysowanego na żywo.

Absolutna perła - nawet jak cię nie przekona.

http://www.yesmagazine.org/happiness/becoming-an-empathic-civilization?utm_source=wkly20101231&utm_medium=yesemail&utm_campaign=titleVideoEmpathicCivilization

środa, 08 grudnia 2010
I na cholerę było studiować ekonomię

-Trzeba też sobie jasno powiedzieć, że gdyby wszyscy ludzie na Ziemi chcieli żyć tak, jak np. my w Polsce, jak Ty i ja, to nasza biedna planeta by tego nie wytrzymała. Mimo to ciągle podstawową wartością jest wzrost gospodarczy i przekonanie, że kupowanie rzeczy jest świętym obywatelskim obowiązkiem, bo dzięki niemu budżet państwa ma więcej pieniędzy. Uważamy też, że należy pomagać biednym krajom, aby ludzie tam żyjący osiągnęli dobrobyt, czyli żeby żyli życiem podobnym do naszego. Ostatecznie sprowadza się to do ulegania nieokiełznanej konsumpcji. (Odkrywanie natury. Praktyka głębokiej ekologii - Ryszard Kulik) 

http://pracownia.org.pl/pliki/odkrywanie_natury_ryskulik.pdf)

Tak, ogarnął nas prawdziwy Szał uniesień rodem z Podkowińskiego. Pędzimy na tym koniu, gna nas własne nienasycenie. Po latach chudych przyznaliśmy sobie prawo do nurzania się w luksusach. Zalewa nas masa chińskiego pseudoszczęścia malowanego rączką dziecka, które o naszym luksusie marzy. Kupujemy, ustawiamy, wymieniamy na lepsze. Stare - buch na śmietnik, czyli tam skąd przybyło nasze szczęście. Z ojczyzny dziecka, którego rączka składała maleńkie plastikowe części w błyszczące nowe Blackberry.

Zarabiamy na nowe samobieżne pralki, nabłyszczające zmywarki, plazmy, mp6-tki i dolby-suroundy.

Ludzie mówią, że jeden szew na czas zaoszczędza dziewięciu, a wiec robią dzisiaj tysiąc szwów, żeby jutro nie zrobić dziewięciu. (Tao Kubusia Puchatka - Benjamin Hoff)

I tak sie toczy nasza codzienność. Ogólnie nie trendy jest mieć czas, i zupełnie nie w modzie jest mieć ten ludzki pęd do rozwoju zwyczajnie gdzieś... Chodzić, nie jeżdzić jak wariat. Robić na dziś, a nie na wczoraj. Nie myśleć o excelu w weekend, tylko włóczyć się po lesie.

O, to już grzech śmiertelny, żeby tak w sobotę nie czuć stresu.

wtorek, 07 grudnia 2010
Kocham PKS cd.

rybczewice1

W PKSie wszystko ma swoje miejsce i swój czas. Wsiadasz, rozglądasz się za miejscem. Zdaje ci się - polujesz na najlepsze. W gruncie rzeczy i tak siądziesz tam gdzie siąść miałeś. Ty tu nie wybierasz.

Numerem Jeden zawsze jest kierowca, zwany zwykle: Kierownikiem, Panem Szoferem, Szefem, Szeryfem. To on prowadzi przecież, to niezawodne cudo techniki rodem znad Sanu po polskich, malowniczych dróżkach. Dobry czy też zły, stary czy młody, niczym byłby jednak w tym teatrze bez Numeru Dwa - czyli kolegi kierowcy zajmującego zawsze siedzisko tuż przy barierce. Od niego tak naprawdę zależy wszystko. Bezpieczeństwo kursu w jego rękach, a raczej ustach. Od tego, co powie, gdzie postawi w zdaniu kropkę zaczynającą się zwykle na ch, czy przecinek zawsze rozpoczynany literą k, zależy przecież nastrój Kierownika. Świadomy ciężaru gatunkowego swej roli, Numer Dwa czyli Kolega Kierownika, gadkę swą prowadzi zwykle po bezpiecznych torach. Oleje, smary, mechanika manualna, radary, mandaty. Wymiany klocków, amortyzatorów, oszczędzanie na paliwie. Zawiłości tych materii pozwalają myślom Kierownika płynąć swobodnie, bez narażania pasażerów na nerwowe hamowania, niecenzuralne komentarze drogowych scenariuszy, zgagę i niestrawność.

Gdy Kierownik, nieświadom swej marionetkowi roli, powierza swój los mądrej głowie i rozwadze Numeru Dwa, za ich plecami zwykle toczą się dyskusje nieco mniej przyziemne. Tu rozplątuje się iście gordyjskie węzły życiowych dylematów i prawd. To tu szuka się reguł, obala przesądy, konfrontuje życiorysy. Słowem, gdy przód maszyny nadal siedzi w technikum, tył autobusu przerabia już lamenty Hioba, harce Epikura i inne akademickie dylematy.

To tu dowiemy się, że jednocześnie:

“w życiu to, Pani, nigdy nic nie wiadomo”

oraz, że:

wszystko mi się sprawdziło, co mi mamusia w życiu powiedziała, Pani, co do joty, bo to mądra kobieta bardzo była

Tył roztrząsa życiowe zakręty z właściwą sobie tylko precyzją i dogłębnością, formułując prawdy ogólne poparte argumentacją empiryczną. Tu prowadzi się badania statystyczne i formułuje lepsze od GUSowskich prognozy ekonometryczne:

chleb zdrożał dwa razy, a i ze trzy razy zdrożeje, Panie, jak tak dalej pójdzie

Tu rozstrzyga się o losach rządów i państw z przenikliwością większą od sygnatariuszy Jałty, traktatu z Maastricht i paktu Ribbentrop-Mołotow:

Panie, ten rząd to jakieś kpiny, porządzą, nachapią się, nakradną i tylko wstyd będzie na Euro, jaja se robią, Polskę dzielą, wstydu nie mają, Żydy jedne

Tu analizuje się pokoleniowe paradoksy:

Pani, te dzieci to teraz strasznie mądre. Ja ją w skórę chciałam lać, a ta mi mówi, że za kraty pójdę, bo policja takich łapie i wsadza do ciupy. W przedszkolu tak mówili, policjanty jedne

Nie brakuje też życiowego carpe diem:

Pani, kocham latać, wsiadłam i już wiedziałam, że to jest to. Patrzę sobie przez okno, chmury widzę i do Jerozolimy poleciałam z wycieczką z księdzem z katedry. Mówię Pani - leć Pani, bo to co ujrzysz, Pani, tego, ci, Pani, nikt nie odbierze

Tak, tak...W szkole to ja się może czegoś nauczyłam, ale PKS byłby w sumie tańszy.

Odtrutka na codzienności jad

rybczewice

Więcej zdjęć:

Rybczewice - Bielecha - Kosnowiec - Klimusin - Siedliszczki Kolonia 2010.12

http://www.naszalubelszczyzna.pl/galeria_20101205.htm

wtorek, 30 listopada 2010
Chodźmy

Zapomnieliśmy jak chodzić. Dziwimy się tym, co jeszcze umieją. Stoimy w korkach klnąc i złorzecząc na nie odśnieżone drogi, nie posolone asfalty, wyślizgane koleiny.

chodzmy

Mamy za złe i nienormalne to, czym przyroda nas częstuje w każdy grudzień, styczeń, luty. Nasze piękne autka, wycackane niczym California dream grzęzną w hałdach "skandalicznego epicentrum" zimowego ataku. I znów powtarzamy frazesy o drogowcach. I znów psioczymy na drogówkę, pogodę, mróz, brak czarnych - "normalnych" jezdni. Tak, tak to wszystko nam się należy jak psu buda (z klimą). Mamy mieć czysto, sucho i pewnie. Ma lśnić i chodzić jak w zegarku. Tak, byśmy mogli w swoim coupe dotrzeć szybciorem przed plazmowy ekran i zatopić zęby w wyjętym z plastiku czipsie. Ulecieć w krainę gdzie rządzi ład i porządek autorstwa reżysera Spielberga, gdzie wszystko jest przecież "normalne" - nie to co u nas. U nas jest skandal i tragedia. Hujnia, koszmar i masakra.

Słowa się zdewaluowały, nie znaczą już to co zwykle. Nasza świeżo nabyta umiejętność przerysowywania wzięła się chyba z sitcomów, bo chyba nie z doświadczeń pokoleń. Jeszcze nie dawno dwugodzinna kolejka to był "pikuś". Autobus - jak wziął - to człek był szczęśliwy, a jak się maluch trafił na kartki to fuksiarz jakich mało.

Nie pamiętamy, nie umiemy pamiętać, czy nie chcemy?

Może zbyt dawno nie było już wojny. Ona porządkuje znaczenia słów.

środa, 17 listopada 2010
Lecz na wschodzie przynajmniej życie płynie zwyczajnie...

krasnystaw

Tagi: Krasnystaw
19:12, wioskowyglupek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 14 października 2010
Wioskowy głupek odc. 6

skierbieszowski

Spóźniliśmy się jakieś 20 metrów w poziomie i minutę czwartego wymiaru. Zabalangowaliśmy za długo w domu, czy tez może kursowy Kłodzko-Tomaszów postanowił tym razem opuścic świdnickie krzyżówki nieco wcześniej. Nie wiemy.

Dość, że na zaplanowane krasnobrodzkie wzgórza nie dotarliśmy. Tylko co tu robić na krzyżówce o 7.10, do domu wstyd wracać. Łapiemy więc "pierwsze wolne", dziś jest to Krasnystaw. Docieramy do rozruszanego juz handlową sobotą miasteczka i z powodu braku planu, mapy i celu, łapiemy kolejne "pierwsze wolne", jak się okazuje Kraśniczyn w Skierbieszowskim PK. Dobra nasza, kierunek słuszny, busik tani, tłoku brak. Pachnie Ukrainą i tylko potoczysta mowa polska płynąca wartką strugą z ust śmiałej pasażerki z rzędu nr 1 przypomina nam jako żywo, iż jesteśmy w Polszy, wprawdzie wschodniej, ale jednak wciąż ojczyźnie.

Pani silnie ekscytuje się wszystkim, co tylko na myśl jej przyjdzie polując niczym sęp na zlęknione ofiary, wysiadające jedna po drugiej na trasie. W końcu i ona opuszcza pojazd w towarzystiwe licznych pakunków i toreb. Na koniec jeszcze nas doleci : "no i energia zdrożała, pani tyle płacić?" Zostajemy sami.

Kraśniczyn wita nas malowaną ręcznie tablicą z podobizną zajazdu, zdaje się historycznego. Szukamy mapy, ale z map to tu mają malowanki dla dzieci, długopisy i cebulę.

Na CPNie mapa 1:200000 ledwie notuje naszą pozycję na papierze.

Robimy więc to wyjście po swojemu. Będzie kompas i kierunek południowo-zachodni. Słuszny na tyle, by dotrzeć na szosę Zamość-Lublin. A w międzyczasie będzie duuużo lasu - bukowego, pięknego, pachnącego, szurającego pod butem. Będzie i sen na łące i niepewność drogi, i słodkie drogi na chybił-trafił. I panoramki.

Cały ten jesienny kram.

Prosto, na azymut, bez mapy i planu. Tak spędziliśmy ten dzień. Frajda była, a jakże..

Cały wschód.

Dziki wschód

kowboj

Zmęczeni

Nieprawdą jest przecież, że męczarnią jest stanie w korku o 15.30 w swoim brand-new-błyszczącym coupe. Nie jest też prawdą, że koszmar to ilość pracy wy-word-owanej i wy-excel-owanej w ciągu 8 zwykłych godzin. Coraz bardziej myli nam się znużenie, brak ekscytacji z cierpieniem - domeną ciała ale też i ducha. Ciała i ducha dręczonego bólem, niepokojem, chorobą i bóg jeden wie czym jeszcze.

Rozklejamy się nad sobą, użalamy, biadolimy. Ach, jakie to trendy jest być tak umęczonym korkiem w mieście, tabelką, raportem, zestawieniem. Tarzamy się w naszych nieszczęściach nie pamiętając, że w tej samej chwili, gdy zmiana świateł uwolni ze skrzyżowania dziesięciu nieszczęśników w klimatyzowanych blaszakach, kilka kobiet w Kongu zostanie właśnie w bestialski sposób zgwałconych.

Nie chcemy tego słuchać, to zbyt przygnebiające, wstrętne, poza tym to przecież "kwestia kobieca", a nie "prawa człowieka".

Tak, dysydenci mają jeszcze jakieś szanse na współczucie i reakcję tzw. cywilizowanego świata, ale kobiety, no cóż taki ich los. Były, są i będą, no właśnie czym?

Kim jestem, czym jestem, kim będę, kim byłabym? Gdyby w kaprysie chwili bóg spłodził mnie na Czarnym Lądzie?

poniedziałek, 20 września 2010
Nawet tu każdy patrzy w swoją stronę.

horyniec

19:46, wioskowyglupek
Link Dodaj komentarz »
Wioskowy głupek odc. 5

Na wschodzie

Pogranicze to urwisko. Skarpa wysoko przewieszona nad drugą stroną grubej kreski, znaczącej granice na mapach świata.

Z oczywistych względów pogranicze to jednak wciąż mitologia agresji i walki.

Wyraźna linia biegnąca na mapie, wyraźnie dzieli tu wszystkich na "tych" i "tamtych". Co drugi przodek człowieka "stąd" ma krew na rękach co drugiego przodka człowieka "stamtąd".

Krew tu jest lepka, częsta, rzadko krzepnie. Lubi się lać.

A linia granicy tak często płynna, chwiejna, swą kapryśnością dowodzi tylko jednego: spokój to czas bezruchu, zebrania sił przed kolejnym czasem walki. Cisza jest złudna, bo za chwilę przecież, pogranicze obudzi swe upiory i zamieni człowieka zza miedzy w nic nieznaczącą kupę białka. Nie wartą spojrzenia plątaninę tkanek. Jego dom stanie się stadkiem trocin i gruzu.

Mimo całej swej gwałtowności pogranicze jest dobre na wątpliwości i troski. Gruba krecha nadal działa. Tnie jak lekarstwo ból i zgiełk myśli. Oddziela myśli "plewy" od myśli "ziarno".

Na wahania i niepewności - przyjedź raz w miesiącu

Na melancholie i lęki - koniecznie co tydzień.

wtorek, 27 lipca 2010
Wioskowy głupek odc. 4

Jasna strona mocy

kukawka dwulistnik

Storczyk kukawka                                   Dwulistnik muszy

Dobrze, że jeszcze mogę na nie patrzeć.

Że beton czasem kruszeje. Że zaczęte "wielkie inwestycje" bywają jeszcze porzucane i dają się zarastać. Że są jeszcze drogi ze znakiem "koniec nawierzchni". Że śliczne chodniki zmywa nagła burza. Że jest jeszcze błoto, piach i poszarpanie. Ten cały potrzebny pierwotny "bajzel", z którego może powstać ugór i nieużytek. Ten trzeci kwadracik trójpolówki.

Że są dziury na drodze, w których wyrasta trawa i oset. Że są jeszcze chwasty, że mech zarasta stare mury. Że krnąbrna, "zła" rzeka jeszcze wylewa poza swe koryto.

Żyję tylko po to, by to widzieć. Cała reszta jest tylko drogą do tych "że".

Chropowatość tej planety, niezawodność fotosyntezy, małe doskonałości i nie-doskonałości liścia, naiwność trzmieli zapylających oszukańcze storczykowe kwiaty...

Dobrze, że nie wszystko jeszcze zależy dziś od ludzi.

Ponidzie 7 rano

ponidzie

16:09, wioskowyglupek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 22 lipca 2010
Dlaczego nie kupię niczego w media markt

Dlaczego?

Ano dlatego:

http://lublin.com.pl/artykuly/pokaz/1128/index.php?op=artykuly&s=504

Że sama tego nie zrobiłam, nie wiem. A może wiem. Ale nie o mnie.

Ale dlaczego reklama ta nie wzbudza sprzeciwu wszystkich tych, tak ochoczo protestujących przeciw każdego typu obrazom: a to uczuć religijnych, a to tzw. dobrego imienia, tego niestety wytłumaczyć sobie nie umiem. Cerkiew wszak w pobliżu bardzo bliskim jest billboardu. I kościół niedaleko, muzeum też naprzeciw. Czy wszyscy oślepliśmy?

Cóż, jak to mówią sex sells anything. No więc sprzedawajmy. Tylko dlaczego ZAWSZE tylko połowa tego seksu? Jak wiadomo potrzeba jest dwojga. A tu proszę ZAWSZE tylko Pani, śliczna, wiotka, zagraniczna. Blondi lub też nie. Spódniczka, loczki, szminka.

ble, ble, ble.

Czekam na Pana. Skoro już się sprzedajemy - sprzedajmy się razem.

 

Zachód słońca na wschodzie.

zachod


18:05, wioskowyglupek
Link Dodaj komentarz »
Cukrowy burak

Kiedyś buractwo pachniało biedą, wszawicą, łachmanem. Z daleka woniało prostakiem. Wyzierało zza prostej, nieogolonej, czasem też bezzębnej twarzy. Miało swoje korzenie w wychowaniu ulicy, sieroctwie lub czasem zwykłej złośliwości losu.

Zawsze jednak było nękane, pogardzane, traktowane z odrazą i wstrętem. Nikt buractwem zachwycać się nie śmiał. Dziś rzeklibyśmy było passe.

Dlaczego więc dziś, z buraka robi się lukrowane ciasteczko, a samo buractwo jakże często pachnie bogactwem i adidasem? Wygalantowani w cool-spodenki, w markowym podkoszulku, ludzie ci wabią nasze powonienia wodą kolońską "cukrowy burak"?

Dlaczego gdy popatrzymy na ich pięknie ogolone twarze, śliczne uzębienia, nowiutkie buty i plecaki mamy ochotę ich nigdy już więcej nie oglądać? Dlaczego z ich ust leje się rynsztok, choć chowała ich nie ulica, ale matka-polka i ojciec-polak? Oboje katolicy.

Dlaczego kosz na śmieci, kiedyś oznaka postępu stał się przedmiotem pogardy, a w miejsce niego pojawia się dziś przydrożny rów zapełniany puszkami  kofeinowego Super-power-hiper-active pobudzacza? Jak to się stało, że na super topie jest pogardzać ciszą, a w jej miejsce włączyć na full brzęczącą mp3kę?

 

Żyję w buraczanym miejscu. Mimo niedawno zamkniętej, ostatniej w okolicy cukrowni, cukrowy burak ma tu się świetnie. Rozplenia się niczym chwast. Oprysków zabrakło.

Chyba więc wolę pastewne.

środa, 10 lutego 2010
Wioskowy głupek odc. 3

Kocham PKS cd.

Od niedzieli znów pałam do PKS - miłością trudną, lecz wierną. No bo jestem sobie w takim mieście na wschodzie, gdzie bilety sprzedaje się po ludzku: nie z góry lecz z dołu. Nie ze szlachetności bynajmniej, i wierności idei uczciwej zapłaty za usługę "po" a nie "przed". Powód tej niecodzienności jest prosty. ZAWIAŁO. Jest zima - zawiało. Nie wiadomo, czy dotrzemy, no więc nie sprzedajemy biletów na trasę "Krasnystaw - Zawiało".

Czyli gdzieś jeszcze jest to życie pogodzone, to życie nie na siłę. Życie z odchyleniem standardowym planu. Jak ja kocham tę siłę regresu, to figlarne "1 krok w przód, 2 kroki w tył". Zawiało - no więc w kąt cywilizacyjny postęp i blichtr. Odkładamy na chwilę pęd i pośpiech. Dojedziemy jak się uda. Dojedziemy, gdzie się da. Resztę złoimy z buta, albo wstąpimy do sklepu na przeczekanie. Pogadamy ze sprzedawczynią, może kupimy batonik. Rozłożymy mapę i wykręcimy na poczekaniu całkiem nową, świeżutką marszrutę. Odkurzymy nieużywane zmysły orientacji, siłę fizyczną i samozaparcie. I znów bedziemy umieć sobie radzić, gdy cywilizacja da ciała w starciu z "Zawiało".

Podobno kiedyś przegramy naszą erę, jak przegrały wymarłe przed nami organizmy. Podobno przyczyną będzie postęp i nasza od niego zależność. Podobno nic się nie da w tej sprawie zrobić. Zabrnęliśmy. Uzależniliśmy się od ułatwień i w ten sposób nasze ciała tracą zdobycze ewolucji. Kiedyś nie gubilismy się na prerii, teraz z GPSem do domu trafić trudno.

Jak dobrze, że jeszcze czasem ZAWIEWA.