Logo www.stopquadom.pl
Rzecz jest o tym, co zobaczysz w Polsce zwłaszcza wschodniej gdy zrobisz się całkiem przezroczysta y ...
czwartek, 14 października 2010
Wioskowy głupek odc. 6

skierbieszowski

Spóźniliśmy się jakieś 20 metrów w poziomie i minutę czwartego wymiaru. Zabalangowaliśmy za długo w domu, czy tez może kursowy Kłodzko-Tomaszów postanowił tym razem opuścic świdnickie krzyżówki nieco wcześniej. Nie wiemy.

Dość, że na zaplanowane krasnobrodzkie wzgórza nie dotarliśmy. Tylko co tu robić na krzyżówce o 7.10, do domu wstyd wracać. Łapiemy więc "pierwsze wolne", dziś jest to Krasnystaw. Docieramy do rozruszanego juz handlową sobotą miasteczka i z powodu braku planu, mapy i celu, łapiemy kolejne "pierwsze wolne", jak się okazuje Kraśniczyn w Skierbieszowskim PK. Dobra nasza, kierunek słuszny, busik tani, tłoku brak. Pachnie Ukrainą i tylko potoczysta mowa polska płynąca wartką strugą z ust śmiałej pasażerki z rzędu nr 1 przypomina nam jako żywo, iż jesteśmy w Polszy, wprawdzie wschodniej, ale jednak wciąż ojczyźnie.

Pani silnie ekscytuje się wszystkim, co tylko na myśl jej przyjdzie polując niczym sęp na zlęknione ofiary, wysiadające jedna po drugiej na trasie. W końcu i ona opuszcza pojazd w towarzystiwe licznych pakunków i toreb. Na koniec jeszcze nas doleci : "no i energia zdrożała, pani tyle płacić?" Zostajemy sami.

Kraśniczyn wita nas malowaną ręcznie tablicą z podobizną zajazdu, zdaje się historycznego. Szukamy mapy, ale z map to tu mają malowanki dla dzieci, długopisy i cebulę.

Na CPNie mapa 1:200000 ledwie notuje naszą pozycję na papierze.

Robimy więc to wyjście po swojemu. Będzie kompas i kierunek południowo-zachodni. Słuszny na tyle, by dotrzeć na szosę Zamość-Lublin. A w międzyczasie będzie duuużo lasu - bukowego, pięknego, pachnącego, szurającego pod butem. Będzie i sen na łące i niepewność drogi, i słodkie drogi na chybił-trafił. I panoramki.

Cały ten jesienny kram.

Prosto, na azymut, bez mapy i planu. Tak spędziliśmy ten dzień. Frajda była, a jakże..

Cały wschód.

Dziki wschód

kowboj

Zmęczeni

Nieprawdą jest przecież, że męczarnią jest stanie w korku o 15.30 w swoim brand-new-błyszczącym coupe. Nie jest też prawdą, że koszmar to ilość pracy wy-word-owanej i wy-excel-owanej w ciągu 8 zwykłych godzin. Coraz bardziej myli nam się znużenie, brak ekscytacji z cierpieniem - domeną ciała ale też i ducha. Ciała i ducha dręczonego bólem, niepokojem, chorobą i bóg jeden wie czym jeszcze.

Rozklejamy się nad sobą, użalamy, biadolimy. Ach, jakie to trendy jest być tak umęczonym korkiem w mieście, tabelką, raportem, zestawieniem. Tarzamy się w naszych nieszczęściach nie pamiętając, że w tej samej chwili, gdy zmiana świateł uwolni ze skrzyżowania dziesięciu nieszczęśników w klimatyzowanych blaszakach, kilka kobiet w Kongu zostanie właśnie w bestialski sposób zgwałconych.

Nie chcemy tego słuchać, to zbyt przygnebiające, wstrętne, poza tym to przecież "kwestia kobieca", a nie "prawa człowieka".

Tak, dysydenci mają jeszcze jakieś szanse na współczucie i reakcję tzw. cywilizowanego świata, ale kobiety, no cóż taki ich los. Były, są i będą, no właśnie czym?

Kim jestem, czym jestem, kim będę, kim byłabym? Gdyby w kaprysie chwili bóg spłodził mnie na Czarnym Lądzie?